Witam w Podróży po Nowe Życie

Ten blog ma pomóc mnie i innym w odnalezieniu sensu życia, o tym co odkryłam poszukując siebie, o pasjach, które pomagają mi przetrwać ten ciężki czas. Zapraszam w podróż po nowe życie:)

Smiley face
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2014

Problemy z kontem

1 komentarz:
No jestem. Miałam problem z dostaniem się do konta na bloga.
Ale poradziłam sobie i jestem.

Słuchajcie Wy też ostatnio macie problem z czasem, dosłownie nie wiem kiedy uciekają mi dni i tygodnie. Czasami zastanawiam się czy ja nie umiem się lepiej zorganizować. No ale nie o tym chciałam.

 Chciałam napisać o ostatniej rozprawie rozwodowej, która była dużym zaskoczeniem.
Burak tak się odgrażał, że będzie walczył o dziecko w Sądzie, że syn będzie mieszkał z nim a nie ze mną chorą psychicznie matką. Powołałam na świadków wychowawcę i w razie potrzeby miała zeznawać też psycholog dziecka. Na szczęście eks się przestraszył, gdyż jak mi potem powiedziała psycholog że po zeznaniach jej i wychowawcy to mógłby mieć ograniczony kontakt z synem. Zrezygnował i odstąpił od swoich roszczeń, co wynikiem było że odwołałam swoich świadków w tej sprawie.

Wiecie i sama nie wiem czy dobrze zrobiłam, bo znowu się zaczęło. Był czas kiedy syn przychodził prawie z każdej wizyty u ojca z płaczem, wkurzyłam się i poruszyłam szkołę, psychologa, gdzie był wezwany na rozmowę, Uspokoił się i dziecko od kilku miesięcy miało miłe weekendy u ojca, przychodziło uśmiechnięte i zadowolone, ojciec nie zabierał go do kochanki - po prostu miał ojca. Do ostatniego weekendu. Skarb przyszedł i znowu był płacz, problem z zaśnięciem i skończyło się na tym, że  musiałam z nim spać.

Serce mi pęka, nie wiem co się dzieje u ojca i dlaczego te wizyty tak się kończą. Syn mówi tylko, że nie chce widzieć tej baby i nie mam nawet próbować aby ją polubił. Co ona mu zrobiła, że nie może nawet jej zaakceptować? Mówi tylko, że ona zabrała mu rodzinę i że wrzeszczy i bije swoje dzieci. Boję się i nie chcę aby syn za każdym razem przychodził z płaczem i mówił, że tata i jego kochanka na niego krzyczą. Ostatnio mi powiedział, że zastanawia się czy tata go kocha, bo jakby go kochał to by nie robił mu przykrości.

Czy dobrze zrobiłam, że odwołałam świadków? Nie chciałam aby Syn uczestniczył w tej całej rozgrywce jaką jest rozwód, nie chciałam aby ciągany był po psychologach sądowych. Efekt teraz mam taki że znowu ma problemy z zasypianiem, nie chce abym go zostawiała samego dopóki nie zaśnie.
Jestem załamana, chce aby miał spokój, był uśmiechnięty, miał normalność,
Zachęcam do czytania dalej...

wtorek, 20 maja 2014

Komunia Syna

3 komentarze:
Oj czas przed komunijny był bardzo nerwowy i ciężki.
Z burakiem ustaliliśmy, że robimy dwie osobne imprezy dla syna i przystałam na to. Za dużo między nami złej energii i złych emocji. Dla świętego spokoju zgodziłam się, że on zabiera Syna po kościele, a ja będę miała go od godz. 16.
Tylko szkoda, że jakieś dwa tygodnie przed komunią, burak oświadczył mi, że to jest jego niedziela według rozpiski z sądu i on nie musi mi wydać syna i że on będzie go ubierał do komunii i szedł z nim do kościoła.
A ja matka.......... zagotowało się i to mocno. Dosyć, że nie przelał alimentów i gdyby nie moi rodzice to dziecko nie miałoby garnituru do komunii i alby to jeszcze odstawia mi numer, że nie wyda mi syna. Nerwy mi puściły, to ja mu na to, że nie dam mu rzeczy do ubrania i niech mu kupi. I tak może byśmy skakali sobie do gardeł, gdyby nie moja mama - bardzo jej za to dziękuję. Za przeproszeniem opieprzyła i mnie i buraka, zaproponowała abyśmy wspólnie go ubierali i chcąc nie chcąc burak się zgodził, ale nadal obstawiał, że mi dziecko przyprowadzi o 20 w niedzielę.
Poszłam po rozum do głowy i kilka dni przed komunią napisałam mu maila, że to, że nie wyda mi Syna to nie zrobi mi i moim gościom krzywdy tylko będzie nam przykro, krzywdę zrobi swojemu Synowi, że nie miał możliwości spędzenia tego ważnego dla niego dnia również z mamą. Nie odpisał i ja też nie ciągnęłam tego tematu, uznałam, że nie będę go prosić.
W dzień komunii - przyszedł ubrać syna i wyjść razem jak rodzice do kościoła. I tu bardzo gorąco chcę podziękować Kresce, że zaproponowała, że przyjdzie przed pójściem do kościoła i porobi nam zdjęcia. Dzięki niej, zarówno ja jak i burak trzymaliśmy fason i nawet atmosfera przestała być ciężka, rozmawialiśmy od dwóch lat normalnie jak ludzie.
Uroczystość w kościele była piękna, Synek był szczęśliwy, że chociaż ten jeden dzień rozmawiamy normalnie. Po mszy usłyszałam od buraka, że mam przyjechać po niego o 16 - było to bardzo miłe z jego strony. I tak zrobiłam, przyjechałam i spędziliśmy z moją rodziną bardzo sympatycznie i na luzie to popołudnie.
Wieczorem przyszedł burak jeszcze aby przynieść świecę i książeczkę, gdyż zapomniałam zabrać od niego. Zaprosiłam go do domu, dziecko chciało pokazać laptopa, którego dostał od moich rodziców. Posiedział i było nawet miło, było normalnie.
Niestety, ale czar prysł już we wtorek gdy przyjechał po syna i na moje cześć nie usłyszałam - nic.

Na szczęście komunia się udała, poza małym ............zachowaniem teściowej, która nie potrafiła odpowiedzieć mi Dzień Dobry, czy ogromnym szokiem było to, gdy burak przystąpił do komunii św, Syn był wstrząśnięty dlaczego tata poszedł do komunii skoro żyje w związku z inną kobietą. Powiedziałam Synkowi, że to nie nam jest osądzać tatę, że nie zrobił dobrze i nie powinien iść do komunii św, ale nie możemy go za to potępiać.

Cieszę się, że mogłam ten dzień spędzić z synem, chyba mi serce pękło, gdybym miała możliwość być z nim tylko w kościele.
I jeszcze jedno, ale się napłakałam ze wzruszenia w kościele, że mój mały najukochańszy na świecie Synek jest już tak duży i kiedy te 10 lat minęło, ja jeszcze pamiętam jak tak niedawno go urodziłam.
Zachęcam do czytania dalej...

środa, 19 lutego 2014

Czy jestem już na dnie.....czy może

13 komentarzy:




Nie najlepiej, dzisiaj dowiedziałam się, że obniżyli mi alimenty i to nie mało.... i jeszcze muszę go spłacić od września 2013r
Do tego brak pracy - nadal nic, nikt nie dzwoni nawet.
A na koniec tego wszystkiego - burak złożył oświadczenie w Sądzie, że chce całkowitą opiekę nad synem.

Lepiej dzisiaj było nie wstawać z łóżka. Obliczyłam, czy dam radę i nie najlepiej to wyszło. Po zapłaceniu wszystkiego zostaje mi na jedzenie na tydzień i co dalej.
Ale to nie jest najgorsze, boję się, że może dostać dziecko - jak ja wyglądam w oczach sądu, bezrobotna - nie jestem w stanie samodzielnie utrzymać syna.
Czy syn poradziłby sobie u tatusia, aż boję się myśleć.
Mój skarb, gdy wrócił z wakacji z tatą, kochanką i jej dziećmi - to nie opowiadał mi jak zjeżdżał na nartach, tylko o tym jak tata codziennie na niego krzyczał, nawet uderzył go w głowę. Jak kochanka krzyczała na moje dziecko - to jakaś masakra. Mówił, że dziennie był wyzywany przynajmniej trzy razy. Gdy spytałam go co było najprzyjemniejsze na tych wakacjach to powiedział, że najprzyjemniejszą rzeczą było to, że gdy szedł spać to tata dawał mu buziaka i nic więcej, żadnych więcej przyjemności. Mówił, że czuł się niekochany, że za wszystko był krytykowany. Opowiadał jak kochanka wyzywa i był świadkiem jak biła syna.

I on chce dziecko, on chce aby syn mieszkał z nim i jego nową rodziną.

Nie mam siły, czuję dziś wielka niemoc. Ta wojna mnie przerasta, a najgorsze jest to, że ja nie chce walczyć.
Pamiętam jak mi powiedział burak, że mnie zniszczy. Czy dopiął swego? Czego jeszcze mogę się spodziewać?





Zachęcam do czytania dalej...

środa, 12 lutego 2014

Jeszcze tylko cztery dni

4 komentarze:
Dajemy radę z synem,
codziennie wieczorkiem dzwonie do niego, wysyłam smsy (na prośbę syna). Syn wysyła również gdy tylko może, wiem, że burak nie pozwala mu odpisywać. Przykre! Kiedy dziecko mi powiedziało, że tata bardzo się wkurza gdy pisze do mnie smsa i on boi się odpisywać.
Nasze rozmowy są również kontrolowane przez buraka, ale nie jest to ważne. Ważne jest to, że mój Zuch ma poczucie, że jestem.
***
Pocieszam się tym, że nie może być bardzo źle - jest w końcu na wakacjach, jeździ na nartach, bawi się z tamtymi dziećmi.
Choć pamiętam, jak wrócił z wakacji letnich - płakał, przytulał się, nie mógł w nocy spać, do dzisiaj mówi, że były to najgorsze wakacje. A przecież był w Egipcie, powinien się super bawić, zawsze marzył, by tam pojechać.
***
A ja,
kocham moje dziecko najmocniej jak tylko potrafię, staram się z nim dużo rozmawiać i chcę aby miał poczucie, że zawsze może do mnie przyjść, kiedy będzie mu źle. 

Czy jestem nadopiekuńcza?
Wiem, że czasami tak, że za bardzo go rozpieszczam, ale chce aby pomimo tej trudnej sytuacji poczuł się czasami wyjątkowo, aby wiedział, że jest ważny, że jego uczucia są ważne.
Ha ha ......A tak jestem normalną matką, tez czasami powyzywam, dam karę, ale najczęściej staram się rozmawiać, tłumaczyć (metoda moich rodziców - nie pamiętam kar u mnie w domu, ale długie rozmowy, dlaczego to jest złe, co jest ważne, jak należy postąpić. Uczciwość, szczerość i otwartość - to pamiętam w domu, do dzisiaj wiem, że jak mi jest źle to mogę do nich przyjść i porozmawiać)


Zachęcam do czytania dalej...

środa, 5 lutego 2014

Rocznica

8 komentarzy:
Dziś mija rocznica jak się wyprowadziłam z domu - już rok jak nie mieszkam z burakiem tzn, z eks.
Dzisiaj z synem postanowiliśmy uczcić ten dzień nic nie robieniem i tak jak wróciliśmy do domu był wieczór. Leżeliśmy w łóżku, objadając się pizzą, rozmawialiśmy o tym jak pokochaliśmy ten dom, jak dobrze się tu czujemy, jest nam tu dobrze. Wieczór na piątkę, uwielbiam takie dni, kiedy jesteśmy razem, wygłupiamy się i prowadzimy bardzo poważne rozmowy.
A teraz siedzę u siebie w pokoju z lampką wina, czuję się bezpiecznie i stwierdzam, że wyprowadzka - to była bardzo dobra decyzja, choć nie łatwa.
Pamiętam dzień w którym postanowiłam, że to już koniec, że nie pozwolę już na takie traktowanie mnie - wyprowadzam się. Był styczeń 2013, syn z burakiem i kochanką na nartach, ja przyszłam do pustego naszego domu i stwierdziłam, że to już koniec, że nienawidzę już tego miejsca i nie mogę nazywać go "naszym wspólnym domem", gdyż to już nie jest mój dom. Podjęłam decyzję, wyprowadzam się w lutym, w lutym już mnie tu nie będzie. Usiadłam przed komputerem i zaczęłam poszukiwania mojego domu.
Znalazłam, gdy pierwszy raz weszłam do tego mieszkania, to już widziałam oczami wyobraźni, że to jest to miejsce, że moje dziecko będzie tak samo zachwycone nim jak ja. Po długich rozmowach i kilku spotkaniach, dogadałam się z właścicielem co do wysokości najmu i kaucji. 28 stycznia podpisałam umowę i dostałam klucze - Ale byłam szczęśliwa.
Dzień wyprowadzki ustaliłam na 4 lutego, zaplanowałam wszystko bardzo dokładnie, po rozmowie z prawnikiem, dostałam instrukcję co mam zabrać, co lepiej zostawić.
4 luty 2013r rano godz ok 7,30 burak wyjeżdża do pracy, ja mam urlop, znajomi, siostra i rodzice byli już gotowi, aby mi pomóc w uciecze - nie mamy dużo czasu - do jego powrotu do domu, mnie  i syna ma już nie być. Budzę syna - syn ma na popołudniu do szkoły, nie możemy tak długo czekać - zaprowadzam go do domu rodziców (nie mogłam mu powiedzieć o wyprowadzce). Dziecko u dziadków, znajomi, siostra gotowi, więc czas start, zabieramy najpotrzebniejsze rzeczy, nie biorę mebli, poza syna pokojem (wzięłam prawie wszystko), najcenniejszą rzecz jaką zabrałam z domu to był aparat fotograficzny a tak tylko to co niezbędne - naczynia, ręczniki, pościel, rzeczy, zabawki syna i jego meble - reszta zostaje. Gotowe wszystko spakowane, robię zdjęcia (w jakim stanie zostawiam mieszkanie - prośba prawnika). Proszę ekipę która mi pomagała, aby zostawili mnie na chwilę samą - muszę się pożegnać z domem, który kiedyś tak bardzo kochałam. Płaczę jest mi źle, boję się co będzie dalej, ale też wiem, że to dobra decyzja, że nie mam innego wyjścia. Przychodzi po mnie przyjaciel - mówi, nie płacz, nie oglądaj się już za siebie, tego już nie ma - zaczynasz nowe życie. Przytula i wychodzimy - dziękuję Tobie za tą chwilę, za wsparcie.
Szybka akcja, aby teraz to wszystko rozpakować, aby syn, który przyjdzie ze szkoły, wszedł do posprzątanego nowego domu. Kończymy, zbliża się godzina kiedy muszę mój skarb odebrać ze szkoły i powiedzieć, że ma nowy dom w którym nie będzie już taty, będziemy tylko ja i on. Denerwuję się gdy czekam na niego pod szkołą - wychodzi, mówię mu o nowym domu, jego nowym pokoju, ma łzy w oczach. Boję się, czy będzie chciał za mną zamieszkać, po chwili mówi - tak będzie lepiej, tata nie będzie na Ciebie krzyczał. Kamień z serca, mam mądre i rozsądne dziecko, KOCHAM GO NAJMOCNIEJ NA CAŁYM ŚWIECIE.
Jedziemy do naszego nowego domu, jemy kolację, jest ciężko, smutno, ale oboje wiemy, że tak jest lepiej.
To była dobra decyzja, niełatwa, może jedna z najtrudniejszych w moim życiu, ale byłam i jestem pewna, że słuszna.
Burak gdy przyszedł do pustego mieszkania, dzwonił i krzyczał, że go okradłam, nie zapytał o dziecko, najpierw wyliczał ile noży i szklanek zabrałam, zgłosił kradzież na policję, na szczęście go wyśmiała.

Chciałam bardzo podziękować tym, którzy mi pomogli w tej wyprowadzce - jesteście kochani.



Zachęcam do czytania dalej...