Witam w Podróży po Nowe Życie

Ten blog ma pomóc mnie i innym w odnalezieniu sensu życia, o tym co odkryłam poszukując siebie, o pasjach, które pomagają mi przetrwać ten ciężki czas. Zapraszam w podróż po nowe życie:)

Smiley face
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eks. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

Przyjaźń

4 komentarze:
Macie przyjaciół, którzy są z Wami? Nie tylko wtedy kiedy jest dobrze, ale też kiedy jest źle i nawet wtedy gdy cały Wasz poukładany świat się zawalił.

Oj czuję się bardzo rozgoryczona i rozczarowana, ale może od początku.
Gdy byłam razem z eks mieliśmy wspaniałą paczkę przyjaciół - przynajmniej tak się nazywaliśmy. Wspólnie spędzaliśmy wolny czas, wspólne wakacje, wypady za miasto itd. Gdy eks mnie zdradzał i nasze małżeństwo rozpadło się, największym szokiem było to, że oni wiedzieli, że eks ma kochankę i nic mi nie powiedzieli. Tłumaczyli się, że byłam w okropnym stanie i nie chcieli, abym jeszcze bardziej się załamała. Pozwolili na to, aby eks wmawiał mi, że to moja wina, że już mnie nie kocha, bo jestem złą żoną. Na to abym, wierzyła, że tak jest naprawdę, gdyż on tłumaczył, że nikogo nie ma - a ja do pewnego czasu wierzyłam mu. Pozwolili na to, abym poniżała się, kiedy dostawałam szansę na to, że jak się poprawię i będę dobrą żoną to on ze mną zostanie. Każdego dnia, gdy wracał  z pracy wytykał mi jakieś błędy w prowadzeniu domu i mówił, że chyba się ze mną rozwiedzie, bo nie może być z kimś kto np. nie wyprał mu białej koszuli, albo słyszałam, że obiad dziś mu nie smakuje i nie wie czy będziemy razem, a gdy płakałam i prosiłam o jeszcze jedną szansę - to dostawałam kolejną i jeszcze jedną.
Każdy mój płacz i rozpacz, że już mnie nie kocha i chce aby było jak dawniej to tłumaczył tym, że jestem chora psychicznie i muszę się leczyć, że on się nie zmienił nadal jest tym cudownym mężem, to we mnie jest problem, moja choroba psychiczna - w którą to uwierzyłam.
To dzięki obcym ludziom i znajomym, którzy mi pomogli, mogłam uwierzyć, że to nie we mnie jest problem, że nie jestem chora psychicznie, że to co robi eks jest okrutne i podłe, a przyjaciele, którzy tak siebie nazywają gdzie byli jak szalałam z rozpaczy.

Zadzwonili do mnie wczoraj i zapraszają mnie na spotkanie, bo postanowili mi pomóc i mnie wspierać, tylko, że ja już nie chcę ich pomocy, ja rozwodzę się już drugi rok i gdzie byli kiedy ich potrzebowałam. Ja już im nie ufam, nie wierzę, że tak nagle sobie o mnie przypomnieli, nie wierzę w ich wsparcie.

"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"
Dziękuję, za prawdziwych dobrych znajomych tych nowych i starych, którzy są, nie tylko wtedy kiedy jest dobrze, po prostu są.


Zachęcam do czytania dalej...

sobota, 18 stycznia 2014

Teraz ja!

3 komentarze:
Przyszedł czas, aby zadbać o siebie.
Całe małżeństwo nie myślałam o sobie, tylko o eks i jego potrzebach. On się dokształcał, szkolił, uczył się języka i rozwijał, a ja miałam owszem chodzić do pracy, ale przede wszystkim zajmować się domem. Nie powiem, gdy czułam się kochana i szanowana ten układ nie przeszkadzał mi zbytnio - jeżeli mąż jest szczęśliwy to żona również (ha ha).
Gdy wspominałam o jakimś kursie, czy podyplomówce słyszałam: Kochanie nie mamy na to pieniędzy, a zresztą ucierpi na tym nasza rodzina, po co chce się uczyć dalej przecież on jest mężczyzną i zadba o to, aby nic nam nie brakowało - potulnie wracałam na swoje miejsce w "szeregu" - no cóż głupia byłam, że nie zawalczyłam o siebie. Czas nadrobić zaległości i nie popełnić drugi raz tego samego błędu.

Skończyłam studia, kierunek bankowość, specjalizacja kredyty hipoteczne - nigdy nie podjęłam pracy w banku, pracowałam w małych biurach na stanowisku sekretarka, spec. ds. administracyjnych, nauczyłam się z małą pomocą koleżanki z biura księgowego, płac i kadr, no i prowadziłam je w obecnej firmie, ale żadna ze mnie kadrowa.

Przyszedł czas i dojrzałam, aby powiedzieć - TERAZ JA. Czas na to aby być troszkę egoistą i zadbać o siebie. Czas na to aby podjąć decyzję co dalej, w którym kierunku pójść.
Nie chcę być już sekretarką, chce mieć konkretny zawód.
Pierwszy krok już zrobiony - kurs języka angielskiego
Teraz czas na drugi (na razie nie piszę, aby nie zapeszyć)


Trzymajcie kciuki:)









Zachęcam do czytania dalej...

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Dzień za krótki

5 komentarzy:
Ostatnio brakuje mi czasu na wszystko, zastanawiam się co się stało, przecież robię to wszystko od lat. W domu zawsze sama z dzieckiem - nawet jak byliśmy razem to tak, eks nie uczestniczył w obowiązkach domowych - był w pracy do wieczora, a gdy przychodził trzeba było wydać mu ciepły obiad i później lądował na kanapie z pilotem (przecież musi odpocząć po tak ciężkiej i stresującej pracy). Nieważne, że ja też byłam w pracy, a po pracy jechałam na drugą zmianę do domu - zakupy, obiad, lekcje z synem, pranie itd.... ale to się nie liczy, to żadna praca. I tak miałam przez ostatnie 5 lat małżeństwa.
....

Obowiązki domowe, zajęcia dodatkowe syna, lekcje i dzień za krótki, a tu jeszcze przejrzeć internet w poszukiwaniu pracy, zapisałam się na kurs języka angielskiego (przez internet - ma być wygodnie - uczysz się w wybranym przez Ciebie czasie).
Przerasta mnie to ostatnio, do tego brak snu - nie sypiam ostatnio zbyt dobrze. Chodzę zmęczona i codziennie mówię sobie - dzisiaj pójdę wcześniej spać, ale tylko tak sobie gadam bo i tak ląduję w łóżku ok 1 w nocy i znowu 5 godzin spania a czasem cztery gdy nie mogę zasnąć.

Dobra dość narzekania, od jutra to wszystko muszę zmienić, czas zorganizować się, nie zrobię wszystkiego w jeden dzień, czas na poukładanie się.
Priorytet - to wysypiać się, bo gdy człowiek zmęczony to żadna praca mu nie pójdzie, tak więc dzisiaj grzecznie o 23 SPAĆ.
A więc moi mili idę wziąć kąpiel, troszkę poczytam tak dla relaksu i oddaję się w "objęcia Morfeusza"


Zachęcam do czytania dalej...

środa, 1 stycznia 2014

Czas na noworoczne postanowienia...ha ha

4 komentarze:
Czy to ma sens, czy warto coś postanawiać, hmm..... i tak życie pisze inny scenariusz.
Dzisiaj rano wstałam i obiecałam sobie, że koniec z zamartwianiem się, że czas na listę noworocznych postanowień i....... telefon do syna. Płakał, nie mogłam go uspokoić - nie wiem co wydarzyło się wczorajszej nocy, próbowałam go pocieszyć, żeby tata nie słyszał, że płacze. Wiem jaka była by jego reakcja, że mamusia dzwoni i denerwuje dziecko. Dzisiaj przyprowadza go o 21 więc już będę, przytulę, dam wsparcie.
No i ten telefon, płacz syna.......ech, przecież nie mogę, muszę być silna. Syla - dziękuję "szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko" - pierwszy punkt na mojej liście. Czas zająć się sobą, czas na odszukanie tego co pogubiłam przez 11 lat małżeństwa.  Pierwszych zgubiłam moich znajomych i przyjaciół - w zeszłym roku odnowiłam kontakty z ludźmi od których się odwróciłam, eks nigdy nie lubił moich znajomych, twierdził, że "rozwalają nasze małżeństwo" i ja potulna przestałam się z nimi spotykać, na szczęście oni się nie odwrócili. Dzisiaj byłam na kawie z moją przyjaciółką z liceum (zerwałam z nią kontakt, w jej najtrudniejszym okresie życia, kiedy zmarli jej rodzice, ja nie miałam dla niej czasu, tak sobie to tłumaczyłam - eks jej nie lubił). Teraz jesteśmy sobie bliskie, jak kiedyś. Gdy do niej zadzwoniłam w zeszłym roku to bardzo się ucieszyła. Dzisiejsza kawka była bardzo budująca, powiedziała patrz na plusy, zobacz ile zrobiłaś przez ten rok, co osiągnęłaś. Już czuję się lepiej. Otworzyłam się też na ludzi, poznałam ciekawe osoby, które pomogły mi, dzięki nim jestem tu dzisiaj i pozytywnie patrzę w przyszłość.
A więc wracam do mojej listy
1) Szczęśliwa mama - cokolwiek to znaczy, muszę zadbać o siebie i swój spokój, szukać radości w małych rzeczach i brać od życia to co najlepsze dla mnie. To na co nie mam wpływu, przyjąć i zaakceptować.
2) Praca - nie mogę nie robić nic, znajdę ją, a może czas spełnić marzenie i zacząć coś swojego, przecież są dotacje, jak się nie uda to na etat zawsze mogę wrócić. Może ta utrata pracy ma jakiś sens, może czas zacząć robić to o czym zawsze marzyłam.
3) Przestać palić - to brzydki nałóg, a tłumaczenie się, że zaczęłam palić bo mam teraz trudny okres w życiu to żadne tłumaczenie.
4) Czas zadbać o swoją kondycję, nie robię nic, poza wchodzeniem codziennie na II piętro, jeszcze tak niedawno biegałam z synem, ćwiczyłam, jeździłam na rowerze, a przez ostatnie dwa miesiące kanapa, czekoladki i kilka kilogramów więcej, a to nie pomaga w dobrym samopoczuciu. W sobotę namówię moje dziecko na łyżwy - wieki nie byłam na lodowisku.
Chyba wszystko, carpe diem - chyba czas zacząć to stosować, bo miniony dzień już nie wróci. Czasu nie cofnę.
Miłego:)
Zachęcam do czytania dalej...