Witam w Podróży po Nowe Życie

Ten blog ma pomóc mnie i innym w odnalezieniu sensu życia, o tym co odkryłam poszukując siebie, o pasjach, które pomagają mi przetrwać ten ciężki czas. Zapraszam w podróż po nowe życie:)

Smiley face
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 maja 2014

Dzień Mamy:)))

4 komentarze:
Chciałam napisać o rozprawie rozwodowej, która ostatnio miałam, ale w tak miły dzień jakim jest 26 maja, nie warto pisać o smutkach, zostawię ten temat na następny post.
***
KOCHANE MAMY
 w dniu Waszego i mojego święta przede wszystkim dużo radości i pociechy ze swoich dzieci, aby ten dzień był dla Was podziękowaniem za cały rok ciężkiej, ale jakże przyjemnej pracy jaką wkładamy w wychowanie naszych pociech. Dużo miłości i uśmiechu oraz szczęścia w byciu mamą.
***
Moje popołudnie z Synem było dzisiaj bardzo udane!!! Byłam na przedstawieniu klasowym jakie zorganizowała Pani Wychowawczyni i muszę powiedzieć, że tradycyjnie łezka mi się zakręciła. Pani i dzieci włożyły bardzo dużo pracy w przedstawienie, przygotowały pięknie stół ze słodkościami, kawą i napojami. Były też prezenty - każda mama dostała kosmetyczkę z filcu, koloru czerwono-szarego. Uszyła, je Wychowawczyni dla której duży szacunek i podziękowanie za trud włożony w te kosmetyczki, są zrobione profesjonalnie jak ze sklepu i na pewno ją wykorzystam. A dzieci z łyżki drewnianej zrobiły mamy, ja miałam różową sukienkę i czarne włosy hi hi - nieważne że mam jasne, "mama łyżka" jest piękna. Potem poszliśmy z Synem na lody.
Dziękuję, za tak piękny dzień:)))
Zachęcam do czytania dalej...

wtorek, 31 grudnia 2013

Bilans roku 2013

5 komentarzy:
Witam,

czas na podsumowanie roku 2013, czy był lepszy od 2012r - nie ma porównania, 2012r to najgorszy rok w moim życiu, runął mój cały poukładany świat, upadłam na same dno z którego nie potrafiłam się odbić.
Rok 2013 dał mi siłę, że mogę, że dam radę, że muszę spojrzeć prawdzie w oczy, że to koniec i początek czegoś nowego i lepszego. Tego lepszego jeszcze nie widać, ale pracuje nad tym:)
Sylwester i Nowy Rok 2013 przepłakany w poduszkę, bez syna - syn z mężem u kochanki i jej dzieci- rozpacz, że to już koniec, że nie dam rady. Styczeń - ferie syna z kochanką i moje postanowienie, od lutego już nie będziemy mieszkać razem, szukam mieszkania. 4luty - wyprowadzka, właściwie ucieczka z domu, syn do szkoły, mąż do pracy a ja z pomocą rodziców i przyjaciół uciekam do swojego wynajmowanego mieszkania, nerwy co powie syn, czy mu się spodoba nasze nowe mieszkanie. Wszystko skończone, rozpakowane, jadę po syna do szkoły - nerwy, strach. I co słyszę - mama tak będzie lepiej, tata nie będzie krzyczał na Ciebie. Marzec, kwiecień nasze wspólne pierwsze święta - Wielkanoc - wielka radość, walka w sądzie o alimenty, mąż przestaje płacić za zajęcia dodatkowe syna, nie wystarcza mi na opłaty. Maj wygrywam dostaję podwyżkę alimentów, jestem spokojna, że teraz może być już tylko lepiej i co, na drugi dzień kradną mi samochód, ale jestem silna dam radę, nie pozwolę upaść drugi raz. Dostaję samochód służbowy, nie jest źle, szukam siebie. Zaprzyjaźniam się z pewną wyjątkową osobą, uczę się siebie, odkrywam swoje pasje - robótki ręczne, ona jest, nie pozwala mi upaść. Czerwiec, lipiec, sierpień moja przyjaciółka jest, wspiera mnie, nie pozwala mi się martwić, daję radę gdy syn jest na wakacjach z mężem i jego kochanką. Wrzesień, październik spokój, zaczyna wszystko się układać, zaczynam planować, uśmiecham się, mam przyjaciół, mam plany. Czuję, że odzyskałam siebie, że żyłam w toksycznym związku, że życie nie polega na usługiwaniu małżonkowi, że mogę być sobą. Zaczynam wierzyć w siebie w to, że nie jestem głupia, że umiem poradzić sobie sama, że jestem atrakcyjna. Uwalniam się z poczucia winy, że to moja wina, że znalazł sobie kochankę - tak słyszałam od męża. Listopad dostaję wypowiedzenie z pracy, kolejna rozprawa, ale nie upadam, mówię sobie to tylko przejściowe kłopoty, przecież nie z takimi rzeczami dawałam sobie radę. Jestem troszkę rozczarowana, ale nie poddaję się. Cały czas wiem, że muszę być silna dla syna, on mnie potrzebuje, przecież on ma jeszcze gorzej. Grudzień - święta - trudny czas, ale mam uśmiech na twarzy.
Szalony i trudny rok - dałam radę, zamykam go z poczuciem, że następny będzie lepszy. Mam plany i marzenia, które w 2014 roku spełnią się - wierzę.
Dziękuje osobie która namówiła mnie do pisania tego bloga, dziękuję, że pojawiłaś się w moim, życiu, dajesz radość - jesteś Promyczkiem, które wychodzi zza chmur.
Dziękuję Przyjaciółko, ze jesteś, za dzisiejsze popołudnie, za wsparcie, za nasze marzenia, które na pewno staną się rzeczywistością. Dziękuję że poznałam Ciebie.
Dzisiaj Sylwester i powtórka z zeszłego roku, znowu jestem sama u rodziców, syn z eks u kochanki, ale już nie płaczę, bo wiem dam radę, będę szczęśliwa. Dziękuję mamo, dziękuję tato za to, że mam Was.
Synku życzę siły, poradzisz sobie, jutro się już zobaczymy.
A wam , którzy odwiedzają mojego bloga życzę MIŁOŚCI.

Zachęcam do czytania dalej...

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozmowa z synem:)

3 komentarze:
Już jest u taty.
Bardzo się denerwował, że tata ma po niego przyjść, boi się, że Sylwestra spędzi u kochanki taty z jej dziećmi.
Dzisiaj pękł, płakał, pytał dlaczego tata woli tamtą rodzinę, dlaczego przestał kochać mnie, dlaczego jak jest z nią i jej dziećmi to tata woli tamte dzieci. To do nich się uśmiecha i z nimi rozmawia, a dla niego jest w 40 %, że kiedy tata dzwoni do niego, to słyszy tamte dzieci i że jest mu przykro, że tata jest tam, a nie tu z nim. Jak mu jest ciężko gdy tata rozmawia z tymi dziećmi, a jego nawet nie zauważa. Jak czuje się samotny, gdy jest u kochanki taty. Nienawidzi wakacji z tatą i jego nową rodziną, pyta się po co go tata zabiera, jak tak więcej czasu poświęca tamtej rodzinie, że marzy, aby wyjechać sam z tatą.
Jak trudno jest mi to wszystko wytłumaczyć, sama na te wszystkie pytania nie znam odpowiedzi. Co mam mówić, on potrzebuje jego miłości i zrozumienia, on potrzebuje taty.
Ja też pękłam, płakałam razem z synem, powiedziałam, że też nie rozumiem dlaczego, ale wiem jedno, że gdyby nie tata i nasza miłość, nie było by go na świecie i że tata zawsze będzie ważny w moim sercu, ponieważ dzięki niemu mam Jego, mam dla kogo żyć, że jest moją radością i jestem dumna, że mam takiego syna, że bardzo go kocham.
Jak boli, gdy słyszę od swojego dziecka, że tata mnie nienawidzi i jak przychodzi do niego to widzi tę nienawiść, jak mu opowiada złe rzeczy o mnie. Przecież to jest tylko dziewięciolatek, to za dużo dla niego, już nasze rozstanie jest dla niego traumą, to po co to wszystko, czemu ma to służyć, przecież oboje kochamy nasze dziecko (tak myślę) i chcemy dla niego jak najlepiej.
Prosi mnie syn żebym to powiedziała tacie jak on się czuje, że jest zazdrosny o jego nową rodzinę, że ona (kochanka) rozbiła naszą rodzinę, że zabrała mu tatę, bo on nie ma odwagi, bo boi się że jak to powie to tata przestanie go kochać. Ale jak ja mam to zrobić, jak mam mu o tym powiedzieć, przecież on tego nie zrozumie, usłyszę tak jak ostatnio, że jestem zazdrosna, że jestem beznadziejna. Taka rozmowa nic nie pomoże, a nawet zaszkodzi.
Czy będzie jeszcze normalnie?
Serce mi pęka, gdy wiem, że mój skarb czuję się samotny, że musi pracować i zasługiwać na miłość ojca.
Przepraszam, dzisiaj piszę nieskładnie, ale ten żal i ból wyrzucony przez syna, dobił mnie. Cały czas jestem na polu bitwy na której nie chcę być, nie chcę walczyć, a ciągle jestem atakowana. Wiem tylko tyle - musisz się bronić!!! Jak omijam jeden cios, za chwilę dostaję następny, czy silniejszy? To zależy - jeżeli są skierowany tylko we mnie to już tak nie boli, ale jeżeli dostaje te ciosy syn to boli z podwójną siłą. Czy tę wojnę ja wywołałam odchodząc od niego, składając pozew o rozwód z orzekaniem o winie, wyprowadzając się? Pierwszy raz zrobiłam coś przeciwko niemu, pierwszy raz postawiłam się. A może powinnam tak żyć dla syna, eks w jednym pokoju, ja w drugim, on czasami u kochanki sam, czasami z dzieckiem, tego chciał eks, takiego życia, ale czy ja bym dała radę, tłumaczył przecież, że to jego koleżanka u której czasami śpi, jeździ z nią na wakacje i dziećmi, przecież tak jest dobrze, tylko dla kogo? Dla niego, na pewno nie dla syna i dla mnie. Teraz mam swój azyl z synem, nasz dom, w którym jest pięknie ubrana choinka, w którym ma miłość i spokój. Powiedział mi dzisiaj, że tu czuje się bezpiecznie i dobrze, że jest wesoło, że widzi jak się uśmiecham, że kocha to miejsce bo wie, że gdy przychodzi od taty to ja tam na niego czekam.

Zachęcam do czytania dalej...