Witam w Podróży po Nowe Życie

Ten blog ma pomóc mnie i innym w odnalezieniu sensu życia, o tym co odkryłam poszukując siebie, o pasjach, które pomagają mi przetrwać ten ciężki czas. Zapraszam w podróż po nowe życie:)

Smiley face
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

Do pracy:)

7 komentarzy:
Jutro do pracy:))))))

Co czuję? Radość i strach. Strach przed tym co nieznane. Troszkę się denerwuję, jak to będzie.

Trzymajcie kciuki:)))
Zachęcam do czytania dalej...

sobota, 8 lutego 2014

Zagłuszam ból i strach - moje metody

6 komentarzy:
Cały czas moje serce boli i krwawi - ile to jeszcze potrwa?
Tego bólu już nie widzą inni - nauczyłam się go maskować, nie wszyscy muszą wiedzieć, że poniosłam klęskę, że jest mi ciężko, że moje serce jest przepełnione bólem i rozpaczą - do tego doszedł jeszcze strach - o przyszłość, co będzie dalej.

Przez te dwa lata nauczyłam się zagłuszać swój ból. 

Po pierwsze - syn. Nauczyłam się, że jesteśmy już sami - bez taty, nauczyłam cieszyć się z chwil, które spędzamy razem. Już nie jest mi ciężko, że idziemy sami do kina, łyżwy czy basen, zaczęłam z tego czerpać siłę i radość. Uwielbiam te chwile.
Po drugie uciekam w świat książek.. Wieczorem, gdy synek już smacznie śpi, a mnie nachodzą czarne myśli, chce mi się płakać, biorę książkę i przenoszę się w inny świat - zapominam o sobie, o swoim cierpieniu. Dzięki książce jest mi łatwiej zasnąć. Czytam tak długo, aż się tak zmęczę, że zasypiam.
Po trzecie, oddaję się swoim robótkom ręcznym - pomagają mi uporządkować bieżące sprawy, podjąć ważną decyzję. Gdy siadam do prac ręcznych cała moja złość, zazdrość, płacz uchodzi ze mnie jak powietrze z dmuchanego materaca. 
Po czwarte - ludzie, którymi się otaczam, rodzice, siostra i znajomi. Spędzany z nimi czas pozwala zapomnieć o sobie, o swoich problemach. Szczególnie bardzo chcę podziękować jednej osobie - za jej szczerość i pozytywną energię, którą mnie ostatnio zaraża. Dziękuje za wczorajszy wieczór i nie ważne było to, że film był nietrafiony. Ważne jest to że jesteś, za nasze rozmowy.
Po piąte i ostatnie - choć to przychodzi mi z większym trudem - nauka. Traktuję to jak obowiązek, bo wiem, że muszę podnieść swoje kwalifikacje, aby znaleźć lepszą pracę, ale gdy już usiądę do pracy to zapominam i oddaję się jej.

To wszystko sprawia, że moje życie nie jest bezsensu, pokochałam to co robię, kocham tych ludzi, którzy są. Dzięki temu zapominam o bólu i lęku, który wciąż jest. Czuję go moje ciało, moje serce i umysł, Czekam na dzień, kiedy nie będę go już odczuwać, kiedy poczuję się wolna od cierpienia.
Zachęcam do czytania dalej...

środa, 8 stycznia 2014

Brak słów:(

3 komentarze:
Wczoraj była radość, a dziś rozczarowanie.

Przed świętami byłam na rozmowie o pracę - wczoraj dostaje telefon, że gość decyduje się mnie zatrudnić i mam przyjechać aby omówić moje obowiązki i warunki zatrudnienia. Co czuje radość i strach przed czymś nowym, ale chyba większą radość - nie będę od marca bezrobotna.

Jadę na spotkanie, podekscytowana, choć głos w środku mówi mi, że coś jest nie tak - nie słucham go, tłumaczę to po prostu tym, że boję się tego co nieznane i jest to naturalna reakcja. Na spotkaniu dowiaduje się, czym będę się zajmować, jakie mam możliwości podniesienia swoich kwalifikacji, no i oczywiście jakie będzie moje wynagrodzenie. To ostatnie nie bardzo mi odpowiada, stwierdzam, że trochę za niska pensja - ale mówię tak - nie wybrzydzaj, bierz to co chcą dać, przecież mówią, że jak się wdrożysz to będą lepsze pieniądze. Ok, podejmuję decyzję i zgadzam się.

Wychodzę ze spotkania i nie skaczę z radości - dziwne - dostałam pracę (ten wewnętrzny głos, że coś jest nie tak).
Dzwonię do znajomych, aby się pochwalić - radość ich jest WIELKA - gratulują i cieszą się. Ja niby też się cieszę, ale ciągle czuję, że coś jest nie tak.

Dziś idę do mojej jeszcze obecnej pracy, informuję pracodawcę, że dostałam pracę i czy możemy skrócić mój okres wypowiedzenia, omawiamy moje wcześniejsze odejście. Wracam do swoich obowiązków, dzwonię do kolegi, który odszedł z pracy z końcem roku, mam jeszcze parę spraw służbowych z nim do omówienia, zbaczamy z służbowych relacji i chwalę się, że znalazłam pracę w firmie X i cisza w jego telefonie, prosi mnie, abym jeszcze się wstrzymała, że on zna tę firmę, jego żona z nimi współpracowała. Ok rozłączamy się - oj ten głos w środku już do mnie krzyczy UWAŻAJ COŚ JEST NIE TAK. Mam telefon od córki tego kolegi (jesteśmy koleżankami) i mówi mi o tej firmie, że ona i jej mama miały "przyjemność" poznać tę firmę i z dobrego serca odradzają, abym nie podpisywała umowy. Ta firma to jedno wielkie oszustwo, nie rejestrują pracowników, nie wypłacają pensji. I pomyśleć, aby w dzisiejszych czasach jeszcze takie rzeczy miały miejsce.

Jutro wracam jeszcze na "stare śmieci", ale wyobraźcie sobie jak się czuję - chodzić do pracy w której już Cię nie chcą. :(

A ten głos - czyżby intuicja? 



Zachęcam do czytania dalej...

czwartek, 26 grudnia 2013

Czekam, tęsknie i próbuje sobie to wszystko poukładać

2 komentarze:

Czekam na syna, ma przyjść od ojca o 21.
Święta czas miłości, czas spędzony z rodziną - dziwnie to brzmi, moja rodzina - już jej nie ma. Wigilia spędzona wspólnie z synem, moimi rodzicami, siostrą i jej rodziną. Był to cudowny wieczór, pełen radości, bo miałam dziecko przy sobie. Wczoraj już o 14 musiałam oddać mój skarb ojcu (ja wiem ojciec dla syna jest bardzo ważny, dziecko potrzebuje dwójki rodziców), ale jest to nadal dla mnie bardzo trudne, niezrozumiałe, że nie jesteśmy już razem - nie tworzymy rodziny.
Wczoraj dla mnie Święta się skończyły, pojawił się znów strach i obawa. Dlaczego tak jest, że kochanka jest ważniejsza, dlaczego zabiera tam nasze dziecko - przecież ona nigdy nie będzie matką dla niego, dlaczego wmawia mu, że ja matka jestem niedobra, że ona jest cudowna, a ja chora psychicznie i nie powinien ze mną mieszkać, dlaczego swoją nienawiść do mnie wyładowuje na swoim dziecku. Przecież to nie ja zdradziłam, to nie ja przestałam kochać i skąd to granie synem, skąd tyle nienawiści do mnie???????????????
Za dużo pytań i żadnej odpowiedzi, trudno to wszystko sobie w głowie poukładać. Dałam mu wolną rękę, wyprowadziłam się, mówię synowi, że tata go kocha, staram się być dla dziecka wsparciem, chcę dać mu poczucie bezpieczeństwa. Układam sobie moje życie na nowo, bez niego, nie wtrącam się. A on cały czas walczy, ciągle atakuje, nie daje mi i synowi spokoju, dlaczego? Ma co chciał, przecież ją wybrał i niech żyje swoim szczęściem i pozwoli mi żyć, układać się na nowo.
Dosyć żali, uśmiech na usta, za chwilę będę miała dziecko, muszę być silna, uśmiechnięta dla niego, bo on teraz jest najważniejszy, muszę dać mu wparcie, którego dzisiaj zapewne będzie potrzebował. Każda wizyta u kochanki powoduje, ze syn się boi, jest zazdrosny o tatę, o tamte dzieci, boli go gdy widzi jak tata całuje tamtą kobietę. Muszę być za chwilę silna, gdy będzie mi mówił o swoim strachu, muszę go mocno przytulić i powiedzieć jak bardzo go kocham i tata też go kocha.
Boże daj mi siłę i spokój.
Pozdrawiam serdecznie

Zachęcam do czytania dalej...